Agnieszka Gąsienica Gładczan (AWF Katowice) i Jakub Ilewicz (AWF Katowice) odnieśli łatwe zwycięstwa w gigancie i slalomie Akademickiego Pucharu Polski na zakopiańskiej Harendzie. Autorką niespodzianki dnia była Katarzyna Ostrowska (Politechnika Warszawska), która pierwszy raz w cyklu AZS Winter Cup pokonała Annę Berezik (AWF Katowice) i zdobyła srebrny medal w gigancie. Oprócz tego na „pudle” stanęli regularni bywalcy górnej części tabeli z wynikami.

OBEJRZYJ 241 ZDJĘĆ Z CZWARTYCH ELIMINACJI AZS WINTER CUP 2014/2015 W ZAKOPANEM

AZS Winter Cup zawitał na Harendę dopiero pierwszy raz w tym sezonie. Sytuacja to wyjątkowa, ponieważ większość uczestników traktuje zakopiański stok jako domowy – właśnie tutaj rozgrywanych jest najwięcej zawodów akademickich w roku. Meteorolodzy zapowiadali największy opad tej zimy właśnie na piątek. Na szczęście gęstym śniegiem sypnęło dopiero po rozdaniu nagród i rywalizacja przebiegała w bardzo dobrych warunkach. Niestety brak odpowiednich warunków pod wyciągiem uniemożliwił wykorzystanie najciekawszego fragmentu Harendy z jedynym przełamaniem na stoku. Trudnością dla słabszych technicznie zawodników, mogło być wyłącznie dość duże nachylenie. Na start zdecydowało się 26 pań i 49 panów. Na słabszą frekwencję wpływ miały na pewno trwające ferie oraz zbliżająca się sesja egzaminacyjna.

Do giganta wykorzystano niemal całą długość trasy, a że Harenda do wielkich gór nie należy, to najlepsi uzyskiwali czasy w granicach 35 sekund. Ekipa ustawiająca tyczki zaproponowała konfigurację, która bardzo podobała się większości zawodników.

„Baton” mnie nastraszył, że będzie ciasno. Ale okazało się, że był to prawdziwy gigant z normalnymi odległościami, jak na zawodach FIS. Bardzo mi się podobało

– komplementowała Agnieszka Gąsienica Gładczan. Wtórował jej Antoni Zalewski (Politechnika Warszawska):

To chyba najfajniejszy gigant, jaki jechałem na Harendzie.

Agnieszce Gąsienicy Gładczan bardzo podobała się trasa giganta.

Jako pierwsza na trasę ruszyła Ania Berezik (35,99 sek.), która przy każdej możliwej okazji przypomina, że nienawidzi gigantów na tym stoku. Niewielu zdziwiło więc wyjście na prowadzenie Agnieszki Gąsienicy Gładczan, jadącej z numerem trzecim (35,29 sek.). Czas poniżej 37 sekund uzyskały jeszcze Katarzyna Ostrowska i Agnieszka Kopeć (UEK Kraków). Taki wynik, pod nieobecność Karoliny Klimek (ALK Warszawa), dawał realne szanse na zdobycie medalu przez którąś z tych zawodniczek. Była reprezentantka Polski nie dała szans rywalkom również w drugim przejeździe i zgodnie z przewidywaniami jeszcze powiększyła nad nimi przewagę. Za plecami Agnieszki działy się jednak rzeczy sensacyjne, bowiem Ani Berezik (+3,94 sek.) nie wystarczyło mocy na pokonanie Kasi Ostrowskiej (+3,64 sek.) i to zawodniczka ze stolicy mogła cieszyć się z pierwszego w swojej karierze medalu AZS Winter Cup – od razu srebrnego.

Kim jest ta Ostrowska?

– dziwili się niektórzy na mecie. Zobaczymy czy reprezentantka Politechniki Warszawskiej „podgryzać” będzie wielką trójkę również w kolejnych eliminacjach.

Równie łatwo jak Agnieszce, zwycięstwo w gigancie przyszło Jakubowi Ilewiczowi. Zawodnik z katowickiej AWF wygrał w obu przejazdach, uzyskując nad drugim w klasyfikacji Kasprem Leonowiczem (Uniwersytet Warszawski) 0,97 sek. przewagi. Zawodnicy obserwujący jego jazdę dziwili się jak można tak dobrze trzymać się na zmrożonej trasie. Rzeczywiście umiejętności trzeba mieć nieprzeciętne, by płynnie pokonać lodowe nierówności, które powstały przy bramkach. Na trzecie miejsce zapracował, Karol Miśkowiec (AGH Kraków), który na metę wjechał spóźniony w stosunku do Kuby o 1,08 sek. To pierwsze podium Karola w tym sezonie, więc po gigancie na twarzy zawodnika spod Wawelu pojawił się wreszcie uśmiech. Trójka najlepszych wyraźnie odskoczyła kolejnym alpejczykom, którzy nie byli w stanie zbliżyć się do strefy medalowej.


Katarzyna Ostrowska sprawiła niespodziankę nie tylko sobie. Na medal indywidualny Politechnika Warszawska czekała niemal dwa lata – 15 lutego 2013 r. brąz w Zawoi zdobyła w slalomie Katarzyna Iwińska.

To co mogło się podobać w pierwszej konkurencji, nie przypadło do gustu zawodnikom po obejrzeniu slalomu. Start znajdował się mniej więcej w połowie stoku, a bramki były ustawione na bardzo małej szerokości. Niektórzy określali to nawet mianem „na wprost”. Żal na pewno dystansu – mając możliwość rozegrania porządnego slalomu, ekipa techniczna zdecydowała się na zaproponowanie trasy, którą najlepsi pokonali w niewiele ponad 23 sekundy! Trochę wstyd, szczególnie, że godzina startu była wyjątkowo wczesna i zapas czasowy był ogromny. Panowie – przynajmniej w finale dajcie pościgać się najlepszym trochę dłużej.


Harenda – drugi dom wszystkich akademickich zawodników


Agata Popieluch (Politechnika Wrocławska) i Aleksandra Łukaszyk (Uniwersytet Jagielloński) podczas oglądania trasy slalomu.


Ernest Sobczyński (Politechnika Warszawska) rozgrzewa się przed pierwszym przejazdem slalomu.

Krótka, szybka trasa podziałała na wiele rozpalonych głów jak płachta na byka. Zawodnicy pędzili w dół na granicy swoich możliwości. Niektórzy znacznie je nawet przekraczali i w efekcie do mety pierwszego przejazdu dotarło zaledwie 34 mężczyzn. Ci, którym udała się ta sztuka mieli szanse na życiowe sukcesy. Panie jeździły znacznie ostrożniej, bowiem zaledwie dwie nie osiągnęły „kreski”.

Rywalizacja pozbawiona była dramaturgii, która uatrakcyjniła rywalizację w Kluszkowcach. Agnieszka Gąsienica Gładczan wygrała oba przejazdy i nad drugą w klasyfikacji Anną Berezik zbudowała 1,03 sek. przewagi. O medale tym razem nie mogły powalczyć dziewczęta bez przeszłości zawodniczej, ponieważ na start dotarła Karolina Klimek. To właśnie ona zapracowała na najniższy stopień podium (+1,73 sek.).

Mimo braku „noża na gardle” w postaci Piotra Oramusa i Wojtka Szczepanika, Kuba Ilewicz pokazał klasę w slalomie i po pierwszym przejeździe miał niemal sekundę przewagi nad Adamem Krawczykiem (AGH Kraków). Oczywistym było, że tylko upadek może odebrać „Batonowi” złoto w jego ulubionej konkurencji. Adam walczył dzielnie w drugim przejeździe, uzyskał nawet najlepszy czas, ale zmniejszył straty zaledwie do 0,79 sek. Do grona medalistów dołączył Przemek Gałuszka (AWF Katowice), ale jego strata do zwycięzcy wyniosła już niemal dwie sekundy. Nieco zamieszania wśród obserwatorów zmagań spowodował Wojciech Żurek (PŚl Gliwice), który wjechał na metę z twarzą zalaną krwią. Wszyscy myśleli, że zaliczył bliskie spotkanie z tyczką. Okazało się jednak, że krwotok rozpoczął się jeszcze przed startem, ale oczywiście nie skłonił zawodnika do rezygnacji z przejazdu.


Ania Berezik nie zaliczy tego dnia do udanych. Trzecie miejsce w gigancie i drugie w slalomie przekreśliło praktycznie jej szanse na zdobycie nagrody głównej.


Krwawiący Wojciech Żurek po przejeździe slalomu


Filip Marona (UEK Kraków) był jednym z wielu zawodników, którzy nie poradzili sobie ze slalomem. Filip walczył jednak do końca i przejazd ukończył z czasem 2:01,07


Maciej Bieńkowski (UE Wrocław) sam siebie określił mianem „czarnego konia znikąd”. Zawodnik ze Szklarskiej Poręby w debiucie był 11. w gigancie i 4. w slalomie.


Psy na mecie Harendy to już wintercupowa tradycja. Ze swoimi czworonogami pojawiały się tu m. in. Dorota Kaczmarek i Gosia Michalik.

W klasyfikacji drużynowej z miażdżącą przewagą zwyciężyły reprezentantki AWF Katowice przed dziewczętami z Politechniki Warszawskiej i UEK Kraków. U panów, po jednorazowej przerwie, na szczyt wrócili zawodnicy AGH Kraków. Z drugiego miejsca cieszyć się mogli przedstawiciele Politechniki Śląskiej Gliwice, a na najniższym stopniu podium stanęli reprezentanci Politechniki Krakowskiej.

Ceremonię wręczenia medali i pucharów uświetnił Andrzej Bachleda-Curuś. Wybitny alpejczyk wręczał nagrody najlepszym zawodnikom, ale w swoim przemówieniu zapomniał powiedzieć, jaki samochód jest w tym roku do wygrania. Otrzyma go zwycięzca klasyfikacji specjalnej (liczby pierwszych miejsc bez względu na płeć). Otóż jako pierwsi podajemy tę informację – podobnie jak przed rokiem ktoś odjedzie z Harendy volkswagenem up. Tegoroczny Akademicki Puchar Polski jest właśnie na półmetku, może więc warto zadać pytanie kto będzie tym szczęśliwcem? Chyba nikt nie ma wątpliwości, że jeśli Agnieszka Gąsienica Gładczan i Kuba Ilewicz pojawią się na trzech pozostałych zawodach, to reszta może martwić się tylko klasyfikacjami generalnymi poszczególnych konkurencji. Zagadka pozostaje jedna – czy ktoś będzie w stanie wydrzeć im chociaż jedno zwycięstwo, czy jednak o przyznaniu kluczyków zadecyduje ukryty w odmętach regulaminu punkt:

O zwycięstwie i wyłonieniu osoby uprawnionej do Nagrody zdecyduje większa przewaga czasowa nad kolejną – drugą osobą z danej kategorii (kobiety/mężczyźni), uzyskana w slalomie (suma czasów z obu przejazdów) w zawodach finałowych AZS Winter Cup.


Ozłocona Aga…


… i ozłocony Kuba


W losowaniu rękawic firmy Ziener, tym razem los uśmiechnął się do Agaty Kmiecik (Uniwersytet Jagielloński) i Antoniego Zalewskiego (na zdjęciu).


Tradycja, to tradycja – grupowe musi być!

Kolejne zawody AZS Winter Cup już za dwa tygodnie – 13 lutego w Zawoi. Dariusz Piekut zapowiedział, że gigant będzie rozgrywany na całej długości stoku, a to gwarantuje wyjątkową rozrywkę dla wszystkich miłośników ścigania. Trzymamy go za słowo!

OBEJRZYJ 241 ZDJĘĆ Z CZWARTYCH ELIMINACJI AZS WINTER CUP 2014/2015 W ZAKOPANEM

WYNIKI KOBIET – 4. ELIMINACJE AZS WINTER CUP 2014/2015 – ZAKOPANE
WYNIKI MĘŻCZYZN – 4. ELIMINACJE AZS WINTER CUP 2014/2015 – ZAKOPANE