tre cime

Agnieszka Gąsienica Daniel nie wystartuje w slalomowym Pucharze Świata w Aspen. To wiadomość, która dotarła do nas dzisiaj i bardzo nas rozczarowała. A po rozmowie z Agnieszką, wiemy, że w tym uczuciu nie jesteśmy odosobnieni. Polski Związek Narciarski nie znalazł w budżecie środków, aby wysłać polską ekipę za Ocean.

Bardzo żałuję, że tam nie jedziemy. Uwielbiam tam startować. Nie jedziemy tam ze względów finansowych.

Tak twierdzi Aga. Potwierdzeniem tych słów niech będzie fakt, że gigant w PŚ w Aspen 2009 stanowi jej największy sukces w Pucharze Świata. Zajęła tam 20. miejsce. Poprosiłem też o wypowiedź na ten temat Marcina Szafrańskiego, dwukrotnego olimpijczyka w narciarstwie alpejskim, a obecnie m.in. komentatora Eurosportu:

Jestem zdegustowany, bo dziś mi Aga powiedziała, że nie jadą do Stanów, bo nie mają pieniędzy. To żenada. To nie chodzi mi o ocenianie w tym miejscu związku, ale jeśli kiedykolwiek mamy mieć z tego sportu jakieś korzyści, czytaj: pieniądze, to trzeba jednak zainwestować. A to w skali, są grosze. A Aspen jest jej ulubioną trasą. Do takiego startu zawodnik podchodzi z zupełnie innym nastawieniem psychicznym. A to się liczy. Nawet z mojego punktu widzenia, jako komentatora, zawody kiedy mamy Polkę w drugim przejeździe komentuje się zupełnie inaczej.

Na pocieszenie Agnieszka i Maryna Gąsienica Daniel wraz z kadrą żeńską pod kierunkiem Gianluki Zenitzera zrobią tour po Skandynawii. Rozpoczną od startu w Pucharze Europy w Levi dwa tygodnie po PŚ. Kolejne starty planowane są w Norwegii w Kvitfjell (2.12) i w szwedzkim Are (4.12). Po serii zawodów w USA i Kanadzie Puchar Świata wraca do Europy na początku grudnia do Val d’Isere, gdzie możemy się spodziewać Polki na starcie w superkombinacji. Potem slalom i gigant w Courchevel.

Siostry Agnieszkę i Marynę spotkałem podczas prezentacji kolekcji Rossignola w WTD DeSki w Warszawie. Obie z entuzjazmem opowiadały o starcie w inaugurującym ten sezon zimowy gigancie w Sölden. Agnieszka zajęła 42. miejsce i nie zdołała zakwalifikować się do drugiego przejazdu. Maryna z kolei przyjechała kibicować, ale sprawdziła się w nowej zupełnie roli.

Masowałam Adze nogi przed startem, nosiłam jej bidony

– cieszyła się Maryna. Agnieszka komplementowała młodszą siostrę, która trenuje z kadrą seniorek, mimo że jest dopiero w klasie maturalnej zakopiańskiej SMS:

Gdyby Marynie nie powiodło się w karierze zawodniczej, może spokojnie myśleć o zawodzie masażystki. Inną sprawą jest to, że doceniłam co to znaczy mieć kogoś bliskiego na górze przed startem. Zmienia to całkowicie atmosferę. Bardzo mnie to umotywowało. Na mecie kibicował mi mój chłopak, który zrobił mi niespodziankę, bo jechał całą noc i nie powiedział mi o tym. Dopiero po oglądaniu trasy zobaczyłam, że czeka na mnie. Byłam bardzo zadowolona i się rozluźniłam.

Od jakiegoś już czasu się mówi, co akcentowały również zawodniczki ze światowego topu, że Agnieszce pod względem technicznym niemal nic już nie brakuje. Potrzebuje tylko poukładać sobie wszystko w głowie. Następujące słowa, być może, stanowią zapowiedź nowej jakości…

W ogóle pierwszy raz startowałam bez paraliżującego stresu. Na starcie nie byłam spięta. Mogę powiedzieć, że wygrałam sama ze sobą. W tym kierunku, takiego pozytywnego myślenia, w tym sezonie będę podążać. Dotąd już na dwa dni przed startem byłam przerażona. Miałam zmęczone, ciężkie nogi jak po naprawdę wyczerpującym treningu fizycznym. Byłam przegrana już dwa dni wcześniej. W Sölden trasa jest bardzo długa, a na mecie nie czułam większego zmęczenia. Czuję się dobrze przygotowana po lecie, choć to jeszcze nie jest moment na najwyższą formę. Fizycznie jest bardzo dobrze.

Nikt nie lubi się tłumaczyć i odpowiadać na trudne pytania, dlaczego się nie udało, dlaczego i czego zabrakło, by wejść do drugiego przejazdu… Poprosiłem jednak Agnieszkę o komentarz:

Oglądaliśmy z trenerem mój przejazd. Do techniki nie miał zastrzeżeń, lecz okazało się, że najwięcej czasu traciłam jadąc niewłaściwą linią. Czym to można usprawiedliwiać? No właśnie, chyba tym, że po prostu niewiele dni jeździłam na nartach gigantowych. A to przez pogodę. Było miękko, co nie sprzyjało dobremu „wjeżdzeniu” w narty. Technicznie jeżdżę dobrze, ale chodziło o jazdę na bramkach. Tego zabrakło.

Podczas pokazu mody z kolekcją Rossignola siostry miały też okazję sprawdzić się w roli modelek. Brawa publiczności były w pełni zasłużone. W pokazie wzięli też udział inni zawodnicy jeżdżący na rossignolach: Wojciech Szczepanik, Paweł Palichleb, świetnie zapowiadający się trzynastolatek Szymon Bębenek oraz biathlonista Sebastian Witek. Byli też zaproszeni przez PM Sport goście i dziennikarze.

Przy okazji spotkania zademonstrowano próbkę możliwości Agnieszki i Maryny. Możliwości zostały zarejestrowane na nośnikach wideo…

O Autorze

Dziennikarz prasowy, radiowy, internetowy; komentator sportowy, spiker Legii Warszawa, a do tego narciarz-amator; żeglarz, ex-pięcioboista i wioślarz. Dziennikarstwo sportowe traktuje jako przedłużenie kariery zawodniczej. Organizator rajdów przygodowych. Lubi sobie pojeździć na rowerze i ogólnie się trochę zmęczyć. Autor prowadzi swój prywatny blog pod adresem zonaurbana.pl.

Podobne posty

  • Bosko to wygląda… :)

  • arek

    Jestem za tym , by PZN wysylal wszystkich Polakow na ich ulubione trasy. Ja prosze na Telegraf w Kielcach , tam sie wychowalem.
    Co tu sie k…wa oburzac?? od zawsze takie sporty jak narty czy tenis to inwestycje rodzinne.
    geniusze z ntnu nagle sa zaskoczeni.
    ciekawe w ilu testach byscie uczestniczyli gdyby za kazda pare nart trzeba by zaplacic, np. 100 e ?????????????????????????????????

    zycze udanej zimy finansowej .
    P. szafranski miszcz :-))

  • arek

    jazda Pani na video przypomina raczej gre ,,Orlow Gorskiego,,

  • Tiger

    Ehh drogi Arku miałem napisać jak słaby jesteś ale odechciało mi się, najwidoczniej szkoda słów i alkoholu na ciebie…

  • Andrzej

    Nie ma się co obrażać na Arka. Prawda jest taka, że dopóki jakiś forsiasty lub mający trochę oleju w głowie rodzic nie zainwestuje w dzieciaka kupę kasy to w nartach nie będzie nikogo na miarę Radwańskiej w tenisie. Agnieszka jest zapewne świetnym narciarzem ale 42 miejsce w Soelden czy kiedyś 20 w Aspen to jak na sport wyczynowy żadne osiągnięcia. Związek nie jest od finansowania wycieczek zawodników tu czy tam bo mi się akurat tam dobrze jeździ. Jak sama zainteresowana mówi, że słabo jeździ na bramkach choć ma dobrą technikę (mam ten sam problem od 30 lat :-) ) to związek wysłał panią do niższej ligi, żeby doszlifowała umiejętności.
    Uwaga Arka o finansach NTN i jego właścicieli co najmniej nie na miejscu. Zazdrość. Każdy chciałby żyć z tego co lubi robić ale nie każdemu się udaje. A że czasem eksperci też powinni przejrzeć się w lustrze i spojrzeć z pewnym przymrużeniem oka na swoje kompetencje to już inna sprawa.

  • trrrrytyt

    panu arkowi chyba coś z hydrauliką szwankuje. coś popuszcza, jakby chciał a nie mógł. już pan nie może?

  • Tomek

    Prawda jest taka, jezeli nie wezmą się za sponsorowanie naszych zawodników powazne firmy, nie mówie tu np o pm czy innych małych, to będzie jedna wielka dupa i dalej nic. Co z tego ze Ilewicz dostanie dwie pary nart i kijki od pm, tu trzeba powaznych sponsorow

    • Dokładnie o to chodzi! Dlatego też w ten sposób rozumiemy komentarz Marcina Szafrańskiego. Nie chodzi o to, że PZN ma być biurem podróży – jedynym sponsorem i dysponentem „naszych” pieniędzy, tylko ma być firmą, która jest w stanie zapewnić zawodnikom rozwój. A tylko starty i konfrontacja z najlepszymi może podnosić poziom…

  • Andrzej

    Rozwój zawodnikowi zapewnia profesjonalny trening i sponsorzy. Związek teoretycznie powinien załatwiać jedno i drugie ale ponieważ jest słaby (ma słabych zawodników, którzy nie są gwiazdami nawet na polskie warunki) to nie ma szans żeby to zrobić. Zajmuje się za to wydawaniem uprawnień instruktorom archaicznej szkoły jazdy na nartach. Doprowadzenie do poziomu, od którego pojawiają się poważni sponsorzy to niestety robota dla rodziny. A zawodnicy słabego związku niestety muszą przebić się sami, żeby coś znaczyć w profesjonalnym sporcie (vide Małysz czy Kowalczyk).

  • Adam

    Wielki szacun dla Pani Agnieszki, ale gdyby przyjmowano kryterium, by startowała tam gdzie weszła do 30-stki, a nie jechała tam gdzie nie weszła do drugiego przejazdu, lub wypadła z trasy…. wyszły by większe oszczędności dla PZNu..
    Pozdrawiam Adam.